Felietony

„Amerykański” problem na szkolnym podwórku

30-08-2010 , kategoria: Zdrowy styl życia, dodał: Adam Szulczewski, Liczba odsłon: 1130

„Amerykański” problem na szkolnym podwórku American dream - amerykański sen czy raczej amerykański koszmar? Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że za 10 lat wskaźnik osób otyłych w USA i Wielkiej Brytanii będzie wynosił blisko 30%. Czy zatem warto ślepo realizować amerykański model stylu życia? O tym dziś - w kontekście niedalekiej przyszłości - w swoim felietonie pisze Piotr Kiewra, specjalista zdrowego stylu życia.

AntyPoradnik zdrowego stylu życia dla rodziców

Przez wiele lat byłem nauczycielem. Dwa lata w szkole już nie pracuję i pewnego dnia, gdy znalazłem się wśród najmłodszej naszej latorośli przeraziłem się.

Jeden rzut oka wystarczył, by zobaczyć to czym straszą lekarze i naukowcy już od dawna: w Polsce jest coraz więcej dzieci z nadwagą lub otyłych. Szybko policzyłem dzieciaki, a wśród nich policzyłem te z nadwagą - z widoczną nadwagą. Wynik - ponad połowa dzieciaków (prawie 60%), ma nadwagę, przynajmniej w tej klasie.  Spora część z nich jest otyła, na razie nieznacznie, ale jednak. Jeszcze gorzej jest ze sprawnością. Dzisiaj najbardziej sprawnym uczniom daleko do słabeuszy, np. z lat sześćdziesiątych, ale to temat na zupełnie inny felieton.

Za oceanem jest to istna plaga. 60% społeczeństwa amerykańskiego ma nadwagę lub jest otyła, czyli tylko jedna na trzy osoby ma normalną wagę. Jeszcze gorzej jest wśród amerykańskich dzieci i młodzieży, a prognozy są coraz gorsze. I tak się nad tym amerykańskim problemem zastanawialiśmy i zastanawialiśmy, i pocieszaliśmy się, że to za oceanem. Tymczasem „Ameryka” pojawiła się u nas. Jest już na naszym podwórku, na razie na szkolnym, w tych najmłodszych rocznikach.

Co w związku z tym należy zrobić?

Za ten stan rzeczy nie będę nikogo winić, nikogo karcić, nie tym razem. Nie będę nikogo winić, oprócz samego siebie. Moja wina jest ewidentna, bo dopiero teraz o tym piszę, bo kiedyś uczyłem rodziców tych dzieciaków. Na pewno w tej dziedzinie za mało zrobiłem. By swoją winę, choć częściowo zmazać, piszę (mocno spóźniony, ale jednak odważnie piszę) ten oto przekorny tekst. Nie będę nikogo namawiać, przekonywać do głodzenia dzieci, bo nie jest to dobry sposób. Nie będę, bo ludzie są przekorni i zrobią na odwrót. Więc inaczej,  przekonuję dzisiaj do naśladowania ... amerykańskich rodziców. Dla tych wszystkich, którym imponują „amerykańskie” kształty, którzy oceniają ludzi po ich „wielkości”, którzy podziwiają wszystko co amerykańskie - bo olbrzymie - parę porad. A ponieważ rodzice przelewają przeważnie swoje ambicje, marzenia w większości na dzieci, te porady, drodzy rodzice, skierowane będą pod kątem Waszych dzieciaków.

W takim razie, jeśli imponuje ci amerykański wzorzec zdrowego stylu życia (przynajmniej 2/3 ichniego społeczeństwa z powodzeniem go stosuje), to poniższe rady są dla ciebie. Im więcej z tych punktów zrealizujesz, tym bardziej skuteczne będzie „amerykanizowanie” kształtów i zdrowia twojego dziecka.

Szybsze efekty wobec własnych dzieci osiągniesz dając im własny przykład.

Oto kilka najprostszych, skutecznych i sprawdzonych sposobów przenoszenia „american dream - amerykańskiego marzenia” na polski grunt. Na tym przykładzie możesz wymyślać i stosować metody jeszcze bardziej wyrafinowane. Powodzenia!

1.  Zamiast śniadania w domu daj dziecku pieniądze, niech sobie coś kupi do jedzenia w sklepiku szkolnym, w drodze do szkoły lub najlepiej w mijanym po drodze McDonaldzie, lub innym tego typu przybytku. Na pewno dziecko lepiej wie, czego potrzebuje jego organizm, a ponadto będzie bardziej „trendy”, bo przecież wiesz, że: „wszyscy inni rodzice tak robią” (czyż to nie są słowa twego dziecka?).

2. Zamiast kanapek do szkoły daj dziecku paczkę chipsów, a do picia colę (najlepiej oczywiście oryginalną). W ten sposób wspierasz polski i nie tylko polski przemysł chemiczny (trochę, ale nieznacznie też rolnictwo). Przyzwyczajasz, wręcz uzależniasz swoje dziecko od produktów najwyższej jakości i największej wartości odżywczej. W chipsach jest sporo różnych składników zdecydowanie poprawiających nie tylko rozwój fizyczny, ale przede wszystkim intelektualny twojego dziecka. Ponadto masz gwarancję, że twoje dziecko na pewno to zje, a wręcz dokupi sobie po paczce tego jadła na każdą szkolną przerwę. Nie broń mu tego, pilnie to sponsoruj. Zaprocentuje to w przyszłości, niechybnie.

Poza tym, masz również gwarancję, iż twoje dziecko będzie miało w szkole „ciekawe zajęcie,” zamiast „bezsensownego rozrabiania” na szkolnym korytarzu, lub ogłupiającego biegania po sportowym boisku szkolnym.

3. Jeśli gotujesz obiady w domu, to do zup, sosów, mięs i innych potraw nie zapomnij dodać glutaminianu sodu. Takie obiady będą dziecku znacznie bardziej smakowały. Na pewno więcej też zje, a to cię powinno ucieszyć. Jeśli do tej pory tego nie robiłaś/robiłeś, to nie dziw się, że dziecko na twoje gotowanie „kręciło nosem” ... i zjadało zdecydowanie za mało. Dodaj też sporo soli. Jeśli jesteś zwolenniczką gotowych zup i sosów z torebki, to jeszcze lepiej, bo dzieciaki uwielbiają takie specjały. Fabrycznie są już „przyrządzone” do smaku, zapachu i nawet „niejadkom” to smakuje. A przy okazji twoje dzieci uczą się gotowania, bo widzą, że jest to łatwe. W przyszłości nauczą tej sztuki też swoje dzieci.

W ten sposób gotuje się łatwo, szybko i smacznie, a o to głównie chodzi w dzisiejszych czasach. Wspierasz w ten sposób jeszcze bardziej przemysł chemiczny i jeszcze mniej rolnictwo, ale nie możesz przecież wszystkich zadowolić, nieprawdaż?

4.  Po obiedzie, na deser, daj pączka, mocno osłodzony cukrem kompot, lody lub ciastko z kremem (tak przecież robią na wszystkich stołówkach, nieprawdaż?). To wszystko doładowuje dziecko energią, tak bardzo mu potrzebną później przy nauce w domu, a szczególnie przy korzystaniu z komputera. Nie dziw się, że dziecko nie zje surówki, ale nic w tym złego, bo za to zjadło ze dwa pączki lub ciastka z kremem. Oczywiście wskazane są słodzone napoje oraz dużo cukru w wielu potrawach.

Obserwuj w takich momentach buzię swojego dziecka, jest szczęśliwe, słodkie, nieprawdaż? No i wręcz „pożera” te wszystkie rzeczy w mgnieniu oka. Ten widok bardzo ciebie krzepi, nieprawdaż?

5. Jeśli jakiś produkt spożywczy jest mocno reklamowany w mediach, a szczególnie w supermarketach, to oczywiście musisz go kupić i podać dziecku. Wspierasz w ten sposób wysiłki wielu naukowców i producentów, by życie twoje i twoich dzieci uczynić szczęśliwym. Ich żywieniowe wynalazki są bezcenne. Oszczędzają do maksimum twój czas. Wystarczy tylko zrobić zakupy i wszystko jest już gotowe do zjedzenia i wypicia.

W takiej żywności jest wiele wartościowych składników odżywczych, znacznie przyspieszających rozwój fizyczny twojego syna lub córki. Co do wpływu na rozwój intelektualny - na pewno jest spory, bo współczesne dzieci nie chcą już jeść  innych rzeczy. Dowodzi to, że rozwija się u nich specyficzny rodzaj intuicji, cechy mentalnej, podpowiadającej dziecku co jest dla niego dobre, przynajmniej jeśli chodzi o odżywianie. Jeśli odpowiednio długo jedzą te rzeczy, to później nikt i nic już nie będzie ich w stanie przekonać do zmiany menu. Jest to rodzaj nałogu, ale dobrze rozumianego i bardzo korzystnego, przede wszystkim dla samopoczucia. Jest to także bardzo korzystne dla producentów, na pewno zasłużyli sobie na naszą wdzięczność, nieprawdaż?

Najwięcej tej super żywności znajdziesz na stoiskach z mlekiem i jego przetworami. Przez przypadek nie poczęstuj tym żadnego zwierzaka, np. kota, bo może tego nie przeżyć - bowiem jest to pełnowartościowe i tylko ... ludzkie jedzenie. Szkodzi to również krowom, ale powszechnie wiadomo przecież od wieków, że krowie mleko jest przeznaczone dla ludzi. Kupując produkty z tych półek zadbasz również o rozwój kości twej pociechy i to na długi okres, aż do starości, gdzieś tak po trzydziestce. Będą tak zdrowe, że aż będą trzeszczały.

Przy okazji twoje dziecko będzie szybko „większe” i to w każdym wymiarze.

Podawaj też swojemu dziecku jak najwięcej potraw „mięsnych”. Są one mocno wzbogacone wieloma wartościowymi składnikami, takimi jak hormony, antybiotyki, polepszacze smaku i wypełniacze oraz inne (nie zawsze wymienione na metce). Szczególnie ich dużo w mięsie kurczaków hodowanych i karmionych metodą przemysłową z dużą ilością modyfikowanej genetycznie karmy. Całe szczęście, że taki kurczak jest wytworem przemysłu, a nie rolnictwa, bo masz gwarancję, iż nie jest skażony żadnymi zanieczyszczeniami pochodzącymi z gospodarstw rolnych, takimi na przykład jak zboża, czy inne rośliny. Taka żywność daje gwarancję pozytywnego wpływu na rozwój twego dziecka i to już na poziomie komórkowym.

6. Unikaj sklepów i stoisk ze zdrową żywnością, bo podawanie takiej żywności wywołuje efekt odwrotny od zamierzonego, czyli za mało amerykańskie kształty. Nie wierzysz, że tak jest. Przykład jest na polskiej ulicy. Zobacz jak wygląda spora część polskiego społeczeństwa. Mają za małą wagę, są wychudzeni, ubrania na nich wiszą jak na wieszakach. Dlaczego tak się dzieje? Bo duża część naszego społeczeństwa jest zacofana i korzysta z surowej żywności, kupuje ją prosto od naszych rolników (którzy nie korzystają w większości ze zdobyczy nauki, nie stosują chemii i innych wynalazków cywilizacji, np. genetyki).

7. Nie pozwalaj dziecku jeść surowych warzyw i owoców. Jeśli w ogóle chcesz podawać warzywa i owoce to tylko gotowane. Gotuj je oczywiście długo. To z pewnością mocno je wyjałowi, a o to przecież chodzi - tyle przecież chorób plącze się po tym świecie, typu świńskie i ptasie grypy, „choroba szalonych krów”. Wiesz - na pewno wiesz - w jakich warunkach te warzywa i owoce są produkowane w Polsce. O zgrozo! Mają kontakt z ziemią. To nie to, co te „zachodnie”, „fabrycznie” sterylne, a przez to zdrowe).

Najlepiej podawaj dziecku mocno przetworzone produkty z warzyw i owoców w postaci dżemów, soków, przecierów, jogurtów z długim okresem gwarancji. Takie przetwory dają gwarancję zdrowia, bo się nie psują. Mogą stać w lodówce latami. Wybieraj koniecznie te produkty, które mają dużo składników, szczególnie tych najbardziej wartościowych z dużą ilością literek e. W ten sposób twoje wsparcie dla przemysłu chemicznego jest wręcz podręcznikowe

8. Unikaj suplementacji witaminami, minerałami i pierwiastkami śladowymi, szczególnie tymi pochodzącymi z natury. Jest to bardzo niebezpieczne, bo one również miały kontakt z ziemią i ponadto znacznie spowalniają lub uniemożliwiają realizację twych celów, czyli amerykanizowanie figury i zdrowia twego dziecka.

9. Jeśli chcesz znacznie przyspieszyć efekty stosuj beztłuszczową dietę polecaną przez producentów fast foodów. Najlepiej korzystajcie z nich całą rodziną, nawet zapiszcie się na jedną z tych „stołówek”. Wybierajcie tylko stołówki renomowanych firm o amerykańskich nazwach. Nie podam ich nazwy, bo po co, przecież twoje dziecko zna ich całe mnóstwo. W wielu z nich, by się porządnie najeść, nie trzeba w ogóle wysiadać z samochodu.

10. Stosując powyższe zasady będziesz mieć okazję do częstszych wizyt u lekarzy, co również ma wiele zalet, bo twoje dziecko przejdzie wiele badań kontrolnych i wcześnie zacznie stosować sporą dawkę leków. Niech dziecko sumiennie je zażywa, szczególnie antybiotyki.

Niestety, wskazana powyżej dieta „nieco” zwiększa częstość i skalę zachorowań, ale to również ma swoje dobre strony (zapytaj dziecka, czy jest zadowolone ze zwolnień lekarskich, uśmieje się z ciebie, bo któż nie jest).

To kilka prostych sztuczek, tajemnej wiedzy, która dzięki wielu pilnym badaczom i praktykom zza oceanu wreszcie dociera na cały świat, no i przestała być tajemną. Dzięki temu szybko zwiększa się procent populacji z zaokrąglonym wizerunkiem świadczącym o statusie i o dobrobycie. Duża część świata jest zachwycona tym pięknym przykładem i coraz skuteczniej idzie w ślady pionierów tego masowego ruchu.

Ta moda, tendencja, wywołuje określone i bardzo pozytywne skutki dla gospodarki. Sprzyja to rozwojowi takich branż jak: przemysł chemiczny, odzieżowy (większe ubrania), farmaceutyczny. Ale zadowolone są również fundusze emerytalne (dlaczego? Nie powiem, nie będę ci psuł humoru). Powstaje potrzeba planowania i realizacji określonych rozwiązań, np. ruchomych schodów, chodników, ruchomych przejść dla pieszych na skrzyżowaniach, podjazdów dla liderów tego stylu życia (poruszają się na wózkach). Poszerza się również drzwi, itd., itd. Widziałem tego typu rozwiązania w Las Vegas. Bardzo mi to zaimponowało, bo eliminuje zbędny, a więc trwoniący energię ruch.

To wszystko nakręca gospodarkę. Zresztą ten model żywienia, praktykowany w Ameryce, zastosowany u nas, na pewno wyprowadziłby nas z kryzysu.

Mimo niewątpliwych potencjalnych zalet, mimo wszystko, nie będę tego programu głosił w celach politycznych. Niestety, nie mam takich ambicji, ale za to polecam go wam.

Domagajcie się szerszego, sankcjonowanego prawem amerykańskiego wzorca zdrowego stylu życia, szczególnie w zakresie odżywiania. Stwórzcie nowe lobby rodziców i pomóżcie innym lobby przeforsować te dobrodziejstwa na szerszą skalę, oczywiście dla dobra ogółu.

Takie rozwiązania nakręcają gospodarkę, ale niewiele na tym zyskuje rolnictwo. Widocznie tak musi być. Wygląda na to, że rolnicy będą mieli coraz mniejszy wpływ na to co ludzie jedzą.

By wesprzeć twoje wysiłki w dziedzinie odżywiania, by zadziałać bardziej kompleksowo, to należy zastosować jeszcze kilka innych, dodatkowych rozwiązań.

Sprzyjają zaokrąglaniu następujące działania:

1.  Musisz bezwzględnie załatwić swemu dziecku zwolnienie z wuefu. Twoje dziecko to nie sportowiec wyczynowy, a nadmiar ruchu szkodzi na stawy, szczególnie kolanowe. Masz na to dowody, narzekają przecież na bóle kolan prawie wszyscy piłkarze i inni sportowcy. O kręgosłupie nie wspomnę, bo wszyscy wiedzą, że to z powodu wysiłku fizycznego wypadają ludziom dyski.

2. Jeśli twoje dziecko jest nadmiernie ruchliwe to świetnie tę nadruchliwość poskromi komputer lub przynajmniej telewizor. Pilnuj by spędzało przed nim przynajmniej kilka godzin dziennie.

3. Dla dobra twego dziecka dobrze byłoby, oczywiście, podwozić je do szkoły i ze szkoły.

Nie wyczerpałem tutaj tematu do końca. Przy okazji chciałbym cię przestrzec byś nie ulegał presji niektórych środowisk w sprawie aktywności ruchowej. Przodują w tym nauczyciele wuefu, niektórzy lekarze i sporo naukowców przekonując, że aktywność fizyczna jest potrzebna, by utrzymać i poprawić zdrowie.

Niewątpliwie jest to prawda, ale bez przesady. Trzy, czy nawet cztery razy w tygodniu wuefu? A gdzie czas na wypoczynek, na relaks. Chcą zamęczyć twoje dziecko.

A twoje dziecko ma przecież dużo ruchu, i w domu, i w szkole. Przecież w niedzielę chodzicie razem na spacer do parku, by posiedzieć na ławeczce. Latem jeździcie nad morze, a tam się na plaży mocno pocicie. A zimą... a zimą jest zimno. Za zimno, by wychodzić na dwór. Twoje dzieci lubią też sport - razem oglądacie przecież mecze reprezentacji, raz byliście nawet na prawdziwym stadionie.

Twoje dzieci mają dużo ruchu, bo mają pokój na piętrze i muszą się wiele nachodzić po domu. Wszyscy macie też rowery, na których - wiosną - wybraliście się na wycieczkę do lasu. Przejechaliście po 2 kilometry. To całkiem dużo, prawda? Tak, twoje dzieci mają dużo ruchu. Przecież jak obserwujesz dzieci sąsiadów, to one prawie w ogóle nie wychodzą z domu. Nie jest tak źle, dbasz o swoje dzieci, prawda?

Jedna uwaga. To jest droga bez powrotu, w 95% przypadków.

A teraz? Koniec z żartami!

Czy faktycznie nie jest tak źle?  Oto kilka zdań z jednego z moich wcześniejszych felietonów:

„Złe nawyki żywieniowe przenoszone są na dzieci i to one już od najmłodszych cierpią na choroby, które do tej pory były „zastrzeżone” dla dorosłych. W Stanach Zjednoczonych aż 88% dzieci ma braki najbardziej potrzebnych witamin, minerałów i pierwiastków śladowych, za to spożywa za dużo niezdrowych tłuszczów, za dużo cukru, za dużo białek. Przyczyną jest, największe właśnie wśród dzieci i młodzieży, spożycie „nowoczesnej”, jałowej, pochodzącej z sieci serwujących fast foody oraz z supermarketów, mocno przetworzonej, nafaszerowanej chemią, pestycydami, sztucznymi witaminami, hormonami, środkami psychotropowymi, narkotykami, polepszaczami smaku i antybiotykami żywności, w tym napojów.

Do końca 2010 roku liczba dzieci z nadwagą lub otyłych wzrośnie z 37 do 50%.
Dzisiaj spora część dzieci w wieku 10 lat ma arterie krwionośne czterdziestolatków.
Blisko jedno na troje dzieci urodzonych w 2000 roku stanie się wkrótce cukrzykami typu II.


Mimo, że są to statystyki zza oceanu i to sprzed paru lat, nie powinniśmy się uspokajać, dlatego, że ta fala idzie do nas i do naszych dzieci z opóźnieniem, ale idzie nieodwołalnie. Wiele symptomów już widać:

Coraz więcej jest alergii, coraz młodsze dzieci i młodzież dotyka cukrzyca, coraz młodsze dzieci chorują na nowotwory.

Przykład z początku felietonu pokazuje, że w niektórych środowiskach już tak się dzieje.

Coraz częściej słyszy się, że następne pokolenie młodych ludzi, dzisiejszych uczniów i przedszkolaków, mimo postępu medycyny (a może dzięki temu), nie przeżyje swoich rodziców (znacznie obniży się średnia długość życia). Zdarzy się to po raz pierwszy od początku cywilizacji. Nastąpi katastrofa, o ile nie nastąpią poważne zmiany w sposobie myślenia lekarzy, naukowców jak i samych ludzi.

To są przestrogi również dla was, przede wszystkim dla was, rodzice. Bo wasze dzieciaki uczą się wielu rzeczy od was. Uczą się co jeść, jak jeść, ile jeść. To wy dokonujecie wyboru diety, wyboru produktów. To wy ulegacie modzie, reklamie lub nie. To wy jesteście dla nich przykładem, pierwszymi nauczycielami. To wy kształtujecie ich nawyki w dziedzinie odżywiania, aktywności. To od waszej świadomości, wiedzy, woli i determinacji zależy jakie zdrowie będą miały wasze dzieci. Jeśli postąpicie według wskazówek, żartów wymienionych w tekście powyżej, a tak czyni - niestety - duża część rodziców, to powyższe przepowiednie zrealizują się i wobec waszych dzieci.

Wiem to i nie muszę sprawdzać co rodzice kładą swoim pociechom na talerzach, bo świadczą o tym kształty i kilogramy ich dzieciaków.  Nie pomogą tu żadne wymówki, zrzucanie winy na genetykę (wasi dziadkowie i babcie nie mieli nadwagi, nie byli otyli, czyli nie geny to sprawiają).

To albo ignorancja, albo lenistwo, albo obojętność. Jeżeli obojętność - to się dziwię, bo to są wasze dzieci.

Podsumuję - na koniec - to co powiedziałem wcześniej:

Rodzice:

Problem waszych dzieci z nadwagą, to jest wasz problem, to jest wynik waszego sposobu myślenia, waszych poglądów na temat zdrowego stylu życia, w tym sposobu odżywiania. Jest to też wynik waszego działania, czyli tego co stawiacie na stole, jaki dajecie przykład swoimi nawykami żywieniowymi i nawykami dotyczącymi stylu życia, np. stronienia od ruchu.

Polecam też link do artykułu o tematyce odżywiania, szczególnie o alergiach w portalu Gazety Lubuskiej.

Piotr Kiewra

Kontakt:

Kontakt mailowy: pkiewra@wp.pl Masz pytanie, potrzebujesz porady, chcesz się pochwalić swoimi osiągnięciami, chcesz pomóc innym, potrzebujesz trenera, a krępujesz się napisać w dziale komentarzy, po felietonach - napisz maila.

Możesz dowiedzieć się więcej o zdrowym stylu życia, podyskutować w klubie zdrowego stylu życia na www.facebook.com profil Piotr Kiewra

Fot. sxc.hu

Drukuj, Wracaj

Oceń newsa:

***** Ilość głosów: 4
0: 1: 2: 3: 4: 5:

Komentarze ( 6 ) :

Dodaj/Pokaż komentarze
  • Dnia 04-09-2010 o 21:07 napisał(a): Piotr Kiewra (IP: 83.23.33.*)
    Pani Magdo problem tkwi nie tylko w tym jakie produkty kupujemy ale także co z nimi wyczyniamy w procesie przygotowywania posiłków. Oczywiście w produktach nabywanych w sklepach jest sporo chemii, ale to jest chyba najłatwiejszy problem do rozwiązania, wystarczy takich unikać. Wystarczy minimum wiedzy i czytanie etykiet. Większy problem niestety jest w naszej kuchni, w naszych nawykach kulinarnych, w naszych ugruntowanych smakach. Kupujemy bowiem dość mocno wyjałowioną żywność, a reszty procesu pozbawiania jej z wartośćiowych składników dokonujemy sami wrzucając to do garnka: gotując, smażąc, piekąc, itd. Naszemu organizmowi potrzeba przynajmniej połowy surowych produktów. To zapewni nam minimum wartościowych składników. W procesie gotowania pozbawiamy pokarm karetonoidów, flawonoidów, wielu witamin, minerałów. W czasie innych procesów również. Rozwiązaniem jest prostota, rezygnacja z zaawansowanego przerabiania i jedzenie wielu surowych warzyw i owoców. Przynajmniej 51% powinno ich być w naszej diecie, w każdym posiłku. Suplementy nie są takie drogie, np. noni jest prawie dwukrotnie tańsze niż palenie papierosów. Cena suplementów to jedynie wymówka ludzi nie bardzo przekonanych do wartości zdrowego odżywiania dla naszego zdrowia. I w tej sprawie, Pani Magdo, ja i Pani mamy wiele do zrobienia. Jeśli ze stu słów skierowanych do ludzi pozostaje jedno, to te samą rzecz powinniśmy powiedzieć sto razy a będzie w pełni zrozumiana i być może zastosowana. Pozdrawiam i dziękuję za głos w dyskusji.
  • Dnia 03-09-2010 o 21:50 napisał(a): Magda (IP: 79.184.45.*)
    Świetny felieton panie Piotrze. Nietety problem leży również w tym, że w naszych sklepach znikają produkty zdrowe, pełnowartościowe. Wszystko jest naładowane chemią. Trudno więc dla zwykłego człowieka stosować dietę, która pozwoli mu uniknąć problemów zdrowotnych. Idąc na zakupy chodzę po sklepie i drapie się po głowie, co mogę kupić, aby zdrowo i dobrze zjeść. Jestem technologiem żywności i wiem coś na ten temat, aż człowiekowi odechciewa się jeśc! Rozumiem, że są też suplementy diety i można uzupełniać niedobory witamin i minerałów, ale dobre suplementy pochodzenia naturalnego są też kosztowne i nie każdego na nie stać. A jeśli chodzi o sport, to niestety wiele osób rezygnuje z niego, gdyż po prostu trzeba się pomęczyć, a po co, jeśli mozna posiedzieć na kanapie przed tv. Ruch pomaga, świetnie oczyszcza nas z toksyn, daje także mnóstwo energii. Myślę,że ludzie po prostu nie wierzą do końca w to co się dzieje. Wolą się oszukiwać i nic nie zmieniać, bo tak łatwiej.Niestety.
  • Dnia 30-08-2010 o 21:26 napisał(a): ej ej (IP: 79.184.24.*)
    prosze nie obrażać narodu amerykańskiego... komus moze sie to nie podobac. ten naród jest za jebi sty!!!
  • Dnia 30-08-2010 o 15:29 napisał(a): Mirek (IP: 95.41.202.*)
    Rzepinianszaczniń.Przyznaję Tobie rację w stu procentach. Ruszta dupę i nie będzie cukrzycy,czy jakoś tak.
  • Dnia 30-08-2010 o 14:56 napisał(a): Rzepinianszczanin (IP: 83.20.76.*)
    Też jestem człowiekiem który lubi dobrze i zdrowo pojeść,ale jestem tez człowiekiem stosującym dość intensynie różne formy ruchu i nigdy nie doprowadziłbym się do takiego stanu który uniemożliwia najprostsze domowe czynności.Niestety dzisiejsze dzieci i młodzież jest tak leniwa,w dodatku zachęcana do braku ruchu przez swoich średnio mądrych rodziców (Kiedyś na komunię dostawało się rower a teraz czasopochłaniacz w postaci Komputera czy innego wirtualnego ogłupiacza)
    Rozumiem że moda się zmienia,ale jak trzeba być durnym żeby robić własnym dzieciom krzywdę.Pózniej płacz,bo cukrzyca,nowotwory czy inne badziewie się przyplątało.Ludzie ruszta dupsko z domu,bierzta dzieci i choćby na godzinny idzta spacer.Dobre i to na początek

    Amerykanie to tak durny naród że sami się wykończą.Niestety amerykański model żywienia niepokojąco szybko się rozwija także na Wyspach Brytyjskich.Smutne to ilu na świecie jest głupców.
  • Dnia 30-08-2010 o 14:09 napisał(a): Mirek (IP: 95.41.202.*)
    Dień dobry Panie Piotrze. Czytałem, później oglądałem filmiki o cukrzycy. Wystraszyłem się. Tak naprawdę to cukrycę sam chcę sobie zrobić. Zasadniczo zmieniłem dietę i jest super. Żrę(bo lubię) i jest super. To jest takie proste więcej warzyw/mniej MIĘCHA.Nie trzeba stosować żadnych wyrafinowanych diet.Wystarczy jeść normalnie. Pozdrawiam.
    P.S.No i ruch jest niezbędny.

Komentarze są moderowane (przeczytaj regulamin), zostaną dodane po zatwierdzeniu.

Twoje imię/nick:
Komentarz:
Wpisz kod:


 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze użytkowników. Adresy IP są logowane.

Przeszukaj nas!

Wpisz szukaną frazę:

 

web surveys